9 sierpnia | Stary Zdrój

8 sierpnia 1816 roku Izabela Czartoryska opuściła Cieplice. Nie oznacza to jednak zakończenia naszej podróży po Dolnym Śląsku, bowiem i ona pozostała w granicach tego regionu jeszcze blisko miesiąc, zwiedzając kolejne miejsca i wizytując przedstawicieli innych znanych rodów.

8 sierpnia Izabela Czartoryska po raz ostatni skorzystała z cieplickiego kąpieliska i z żalem, jak sama napisała, opuściła to uzdrowisko, udając się... do następnego, położonego nieopodal. 

O szczegółach podróży możemy przeczytać w Dzienniku: O godzinie dziewiątej byliśmy na szosie; serca mieliśmy ściśnięte, a oczy jak długo się dało utkwione w Śnieżkę. W południe przybyliśmy do Kowar, ładnego miasta (...). Tam, po zjedzonym w oberży "Pod Czarnym Koniem" (która to nazwa, jak zanotowała arystokratka, była na Śląsku wówczas modna) posiłku, będącym śniadaniem i obiadem jednocześnie, udała się w dalszą podróż – do Starego Zdroju.

Stary Zdrój to dzisiaj część Wałbrzycha, dawniej był jednak oddzielną miejscowością o statusie uzdrowiska. Do Wałbrzycha został włączony na początku XX w., kiedy nie miał szans na samodzielną dalszą egzystencję. Do upadku uzdrowiska przyczyniło się to, co zadecydowało o rozkwitu Wałbrzycha: rozwój górnictwa – prowadzone prace naruszyły warstwy wodonośne, przez co nie można już było korzystać z dobrodziejstw zdrojowych wód.

W czasie, gdy gościła tam Izabela Czartoryska, miejscowość należała do rodziny von Mutius, a Stary Zdrój był u progu prosperity (która przypadła na połowę XIX w.). Centralne miejsce zajmowała promenada, przy której stał luksusowy hotel Lwi Gród, w pobliżu znajdowała się także hala spacerowa i wiele innych zabudowań postawionych głównie ku wygodzie i rozrywce kuracjuszy. 

Rodzina von Mutius pochodziła z Miśni, w XIX w. jej przedstawiciele byli właścicielami wielu dóbr ziemskich na obszarze współczesnego Dolnego Śląska i Opolszczyzny, m.in. Olbrachtowic, Bronowa, Mirosławic koło Sobótki oraz Bakowic nieopodal Namysłowa.





Sam Stary Zdrój i pobyt w nim pod datą 9 sierpnia opisuje Izabela Czartoryska następująco: Rano pijam wody; źródło znajduje się w pobliżu – moje okna wychodzą na promenadę publiczną; zażywam tam przechadzki wraz z wszystkimi kuracjuszami; potem spacer w lektyce po okolicy aż do śniadania, które trwa dość długi. Od dziesiątej do południa piszę lub czytam; w południe biorę kąpiel, około drugiej jemy obiad, potem robimy niezbyt dalekie wycieczki. Często pijemy u mnie herbatę, o dziesiątej w całym Starym Zdroju gasną światła, zapada cisza i wszystko zasypia.


Czyż nie przypomina to dzisiejszych pobytów na kuracjach?


7 sierpnia | Śnieżne Kotły

7 sierpnia 1816 roku Piotr Fidler zaprowadził Izabelę Czartoryską na Śnieżne Kotły (które w Dzienniku określała też mianem Śnieżnych Dołów). Wycieczka, jak wszystkie krótsze bądź dłuższe wyprawy w Karkonosze, wzbudziła wiele emocji, toteż jej pod wskazaną datą znajdujemy jej szczegółowy opis.

Przeszliśmy obok Szklarki i jeszcze raz z zachwytem obejrzałam ten piękny zakątek i prowadzącą do niego drogę. Następnie zamiast w prawo do Kamieńczyka skręciliśmy w lewo; wspinaczka trwała prawie cztery godziny, nas oczywiście nieśli w lektykach górale idący szybko krokiem pewnym i śmiałym po drodze pełnej toczących się kamieni. 

Turystów na karkonoskie szczyty wnoszono lektykami już w XVII wieku. Z takiej usługi skorzystać można było m.in. na trasie na Chojnik, do wodospadu Szklarki czy na Śnieżkę. Warto zaznaczyć, że tragarze na co dzień wykonywali inne zawody, zaś ta działalność stanowiła okazję do zarobienia dodatkowych pieniędzy.
Oryginalne lektyki sprzed wieków możemy dzisiaj zobaczyć w Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu. 

Widok na Schronisko nad Śnieżnymi Kotłami / fot. Aneta Pawska (cc-by-sa)
Po dotarciu na szczyt, jak pisze Czartoryska, spoglądali na otaczający krajobraz z pewnego rodzaju strachem zmieszanym z podziwem (...). [Śnieżne Kotły] są to głębokie na 200 stóp przepaście o ścianach stromo spadających w głąb, wypełnione niemal zawsze śniegiem. Każdy zbliża się do skraju z trwogą, drżąc na widok górali wspinających się i wiszących na występach skalnych ponad przepaściami. W pobliżu odwiecznych śniegów, przez całe wieki gromadzących się w przepaściach, można dostrzec najpiękniejszą zieleń i wspaniałe kwiaty, których nigdzie indziej nie widziałam. Świeża zieleń z jednej strony i widok ciemnej przepaści z drugiej – oto obraz życia i przeznaczenia człowieka. (...) Oszołomieni wspaniałym widokiem ruszyliśmy dalej, aby obejrzeć źródła i wodospad Łaby już po stronie czeskiej. Udaliśmy się tam bez paszportów, na szczęście nie zastaliśmy kapitana cyrkułu, tylko przemytników.

Dodajmy, że przemyt w tym czasie był bardzo popularne i spotkanie przemytników w drodze na Śnieżne Kotły w XIX wieku nie był niczym nadzwyczajnym. Podobnie jak drwale i grające na harfie lub cytrze czeskie muzykantki stanowili oni stały element tamtejszego krajobrazu i przydawali lokalnego kolorytu.

Czartoryska obejrzała jeszcze wodospad Łaby, który jednak nie wzbudził w niej specjalnego podziwu, następnie zaś pomyślano o krótkim odpoczynku. Izabela Czartoryska pisze: Obiad spożyliśmy w domu chłopskim zwanym budą, położonym na zboczu. Znajdują się one wszędzie w górach dla wygody podróżnych, którzy w nich odpoczywają w czasie wypraw w Karkonosze; można tam otrzymać doskonałe mleko, kozi ser i chleb. Przynieśliśmy własny obiad, którym podzieliliśmy się z panami Kleistem i Cezarem, dwoma oficerami, którzy zrobili ten sam kurs. Oni zaś poczęstowali nas dobrym winem, cytrynami i rumem. Wracając przez Piechowice zatrzymaliśmy się u Piotra Fidlera, gdzie zostawiliśmy herbatę i ciastka. Piotr poczęstował nas śmietanką i mlekiem i przyniósł mi księgę, do której wielu podróżnych korzystających z jego usług wpisało swe nazwisko; znalazłam tam podpis Marysi z pochwałą pod adresem poczciwego Fidlera, ja dorzuciłam swoją i umieściłam przyjazną uwagę dla tego niezwykłego człowieka.

Mały Śnieżny Kocioł na litografii barwnej C.T. Mattisa

Schronisko nad Śnieżnymi Kotłami / fot. Karol87g (cc-by-sa) 

5 sierpnia | Kamieńczyk i Szklarka

5 sierpnia Izabela Czartoryska wyruszyła na wycieczkę, której celem były dwa malownicze karkonoskie wodospady: Szklarki i Kamieńczyka. Oczywiście nie szła sama, ale z całą swoją świtą, miała również przewodnika.

Przewodnicy w górach znani byli już od dawna, rzadko jednak z imienia i nazwiska. Pojawiać zaczęli się wtedy, gdy rozwijać począł się ruch turystyczny. W Karkonoszach przypadło to właściwie na XVII wiek. W czasach zatem, kiedy do Cieplic zawitała Izabela Czartoryska, górskie przewodnictwo było już rozwinięte, dlatego też mogła skorzystać z usług konkretnego przewodnika - Piotra Fidlera, który prowadził turystów do wodospadów (a także na Śnieżne Kotły, które też Czartoryska obejrzała, o czym napiszemy jutro). Już 5 lat wcześniej, w roku 1811, był on przewodnikem jej córki Marii Wirtemberskiej, kiedy ta wraz z bratem Adamem Jerzym Czartoryskim wizytowała Dolny Śląsk.

Piotr Fidler, prawdopodobnie Polak, opisany został na kartach Dziennika jako poczciwy w sposób niezamierzony, naturalny i gdy niejeden pragnie się tylko bawić, jego ożywia chęć oddawania usług innym. Wycieczka rozpoczęła się od wizyty w jego domu w Piechowicach, następnie zaś pojechali parowozami aż pod górę, gdzie wydobywają witriol. To też zrobiło na Izabeli Czartoryskiej wrażenie, bo zanotowała: widziałam krystalizacje w kształcie kolumn, utworzonych z sopli barwy błękitnej tak pięknej, o blasku tak wspaniałym, że stanęłam olśniona. Witriol, tzw. olej szklany (dawna nazwa stężonego kwasu siarkowego), wytwarzano w Piechowicach – Szklarskiej Porębie Dolnej (w okolicach dzisiejszej ul. Turystycznej). Nowoczesna jak na owe czasy fabryka została założona w przez Ch. M. Prellera w 1773 roku i działała do roku 1856, działała pod nazwą Witrol-Werks-Producten-Handlung. Kiedy zaprzestano produkcji, budynek służył jako zajazd dyliżansu pocztowego, rozebrano go dopiero w latach 50. XX w.

Reszta wyprawy przebiegła w sposób podobny do wcześniejszej, wiodącej na Chojnik. Czartoryska zanotowała: Na dole zostawiliśmy powozy i wzięliśmy tragarzy górskich. Mieliśmy wszystkiego pięć lektyk, a więc dziesięciu tragarzy: nasi ludzie towarzyszyli nam pieszo. Droga prowadząca do Szklarki nie będzie nigdy opisana w sposób doskonały; przroda, którą kierował się Stwórca, przeszła tutaj sama siebie (...). Olbrzymie skały najrozmaitszych kształtów, porośnięte drzewami, krzewami i mchem, stawiają przed oczyma wyobraźni okazałe zamki, wieże czy mury gładkie, pochyłe i groźne. Wśród tych skalnych masywów leci z hukiem potok na tkwiące głęboko w przepaści szczątki opoki; wśród tego wąska ścieżka, którą przechodzimy, biegnie czasem przez skały, czasem przez wodę czy też po chwiejnych, lecz niezawodnych mostkach; dodaje to romantyczności temu imponującemu obrazowi. Tak dotarliśmy do Szklarki (...). 
 
Dowiadujemy się z lektury także nieco o tym, jak wyglądały "pikniki" w czasach Izabeli Czartoryskiej: Piotr Fidler, który przyniósł na barkach kosz z obiadem, był szczęśliwy widząc nasz podziw. Szałas oparty o skałę służył za kuchnię; tam podgrzaliśmy ryż, kurczęta i inne wiktuały; występ skalny służył nam za stół, moi ludzie usiedli wokół wielkiego kamienia i posilaliśmy się z wielkim apetytem, w czym również brał udział Piotr Fidler.

Po posiłku i krótki odpoczynku wyruszyli do Kamieńczyka, który zachwycił Czartoryską nie mniej niż wodospad Szklarki: Droga biegła wśród dzrew przez teren kamienisty aż do doliny, gdzie mimochodem obejrzeliśmy hutę szklaną; stamtąd ścieżkami podążyliśmy do wodospadu Kamieńczyka, równie wspaniałego, spadającego prawie pionowo z wysokości 200 stóp. Zbieraliśmy ametysty znalezione wśród skał, a także pewien rodzaj glinki podobny do pate molle [miękkiej porcelany – przyp. nasz], której można nadać dowolny kształt – po upływie zaś około dwóch godzin twardnieje na kamień. Mieszkańcy posługują się nią przy leczeniu oparzelin, gdyż po przyłożeniu do rany przynosi natychmiastową ulgę. Kamieńczyk przedstawia widok imponujący, spadając z góry z całą siłą na olbrzymią skałę; wolę jednakże Szklarkę ze względu na jej otoczenie i wiodącą do niej drogę. Powróciliśmy do miejsca, gdzie oczekiwały nas powozy, stamtąd zaś do Cieplic, objuczeni kamieniami, kwiatami, ametystami, pełni podziwu i wrażeń.

Przy okazji kolejnej wycieczki w tamte strony przespacerujcie się do Szklarki i Kamieńczyka i przekonajcie się, jak bardzo te opisy sprzed dwóch już wieków pasują do dzisiejszych krajobrazów.

Wodospad Kamieńczyka / fot. Neo[EZN] (cc-by-sa)

Wodospad Kamieńczyka na początku XIX wieku / autor nieznany

Wodospad Szklarki / fot. Rafał Nawojczyk (cc-by-sa)
Wodospad Szklarski w I połowie XIX wieku / rys. Anton Balzer
Nieistniejąca już dziś witriolejnia w Szklarskiej Porębie Dolnej na rycinie z początku XIX wieku.

3 sierpnia | Z wizytą u hrabiów von Schaffgotsch

Dokładnie 200 lat temu, 3 sierpnia 1816 roku, u hrabiego Schaffgotscha był wielki bal. Apartament dość ładny, stroje mieszane, wiele z nich niezbyt u nas lubianych z powodu przeładowania: moc pętlic z wielką ilością kwiatów i masą wstęg ozdobionych szychem. Tańce podobne do strojów: wielka ilość pas z towarzyszeniem najrozmaitszych min.

Bal odbywał się w pałacu w Cieplicach. Budynek ten zbudowany został w latach 1784-1788 dla księcia Johanna Nepomucena Schaffgotscha i zajął miejsce zlokalizowanego tutaj wcześniej renesansowego dworu Schaffgotschów oraz domu gościnnego.

Przepiękna trójkondygnacyjna bryła budynku jest przekryta wysokim, czterospadowym dachem z lukarnami. Kilkakrotnie przebudowywane wnętrza do dzisiaj zachowały wiele oryginalnej bogatej dekoracji. Opisany pod datą 3 sierpnia 1816 r. bal nie stanowił pierwszej okazji do wizyty Izabeli Czartoryskiej u Schaffgotschów. Już 17 lipca bowiem była u hrabiny Schaffgotsch, właścicielki Cieplic, zaś 23 lipca została zaproszona na obiad do hrabiego Schaffgotscha. 1 sierpnia odwiedziła ponownie cieplicki pałac; tym razem została zaproszona na wieczorną herbatę.

O hrabinie polska arystokratka pisała, że jest uprzedzająco grzeczna, przy czym grzeczność ta jest wrodzona, spontaniczna, nie zaś etykietalna, toteż przyjmowała ją zwykle ze zwykłą sobie uprzejmością. Do hrabiego Schaffgotscha miała większy dystans, opisywała go jako człowieka milczącego i obojętnego – nawet podczas balu zachował absolutne milczenie.

Ową przemiłą i uprzejmą hrabiną była hrabina Joanna Schaffgotsch, którą odznaczono Orderem Krzyża Gwiaździstego i pruskim Orderem Luizy. Ten ostatni ustanowiony został przez króla Fryderyka Wilhelma III w 1814 roku i przyznawane było jedynie kobietom, które zasłużyły się dla kraju i dynastii.

Milczący i nieco enigmatyczny hrabia to Leopold Gotard Schaffgotsch, który głową rodu został na początku XIX wieku. To on w roku 1812 zakupił sekularyzowane pocysterskie dobra w Cieplicach, zlecił remont Długiego Domu i w fachowe ręce barona von Stillfried z Jeleniej Góry oddał słynną cieplicką bibliotekę.

On także, w roku 1825, uzyskał dla swoich dóbr skupionych wokół Chojnika status wolnego państwa stanowego. Aczkolwiek znaczenie praktyczne miał fakt ów niewielkie, prestiż jednak dawał znaczący. Stanem wówczas (lecz nie tytułem!) Schaffgotschowie zostali zrównani ze śląskimi książętami.

Pałac zachował się w bardzo dobrym stanie do dzisiaj, jednak wnętrza - dużo gorzej. Zachowane są właściwie tylko 3 pomieszczenia. Wprawdzie nie jest udostępniony na co dzień regularnie dla zwiedzających, jako że mieści się tam filia Politechniki Wrocławskiej, jednak po wcześniejszym umówieniu się można obejrzeć pomieszczenia, w których łatwo odnaleźć ślady dawnej świetności.












1 sierpnia | W odwiedzinach u hrabiów von Reuss

Na początku sierpnia Izabela Czartoryska odwiedziła Staniszów. Po wizycie tam zanotowała: Wieś ta stanowi własność hrabiego Reuss (...). Przyroda tu piękna, położenie zachwycające. Nic nie zostało zepsute i wszystko, co jest dziełem ręki ludzkiej, zdaje się być dziełem Natury. Wydaje się, jakby drogi przebite w lesie i wśród skał są po to, aby doprowadzić do miejsc najpiękniejszych. W ustronnym lesie stoi na skale mała pustelnia; przed nią skała zawieszona nieomal w powietrzu, oparta na krawędzi kamienia, który się tam stoczył. Wygląda to nadnaturalnie, gdy się nie wie, jak to zostało zrobione; a oto co nam powiedział ogrodnik: skała, która nas wprowadziła w zdumienie, jest ogromna i z dawien dawna oparta na dwóch masywach skalnych. Hrabia Reuss rozkazał usunąć spod niej całą ziemię. Udało się to wybornie; obecnie skała zawieszona jest w powietrzu, dołem można przejść, usiąść, najwyższego nawet wzrostu osoby mogą przechodzić nie schylając się. Pustelnia wykuta w skale budzi zainteresowanie i każdy z przyjemnością przystaje na chwilę w tym ustroniu.

Pałac na Wodzie w Staniszowie / fot. Enamo (cc-by-sa)
W pierwszej połowie XIX wieku Staniszów miał opinię romantycznie położonej wsi i był jednym z chętniej odwiedzanych miejsc, tym bardziej, że pan na Staniszowie, czyli książę von Reuss, słynął z gościnności, zaś sama posiadłość otoczona założeniem parkowym w stylu angielskim budziła zachwyt odwiedzających. Poza prywatnym ogrodem całość dostępna była zresztą dla wszystkich odwiedzających.

Właściciel dóbr staniszowskich był człowiekiem przedsiębiorczym, czego wyrazem była m.in. budowa sztucznych ruin na Grodnej, zakładanie stawów, folwarków (pałace w Staniszowie były dwa i dwa były też folwarki) oraz budowa gospody z piwnym ogródkiem (w której serwowano piwo „Englisch Ale”); w założonym browarze zatrudnił von Reuss sprowadzonego z Francji piwowara Christiana Gottlieba Koernera, który w roku 1810 opracował recepturę słynnego do dzisiaj Echt Stonsdorfer Kräuterlikör (aczkolwiek już nie będąc u von Reussa zatrudniony).

Pałac w Staniszowie / fot. InnaIna (cc-by-sa)

Pałac w Staniszowie zimą / fot. Enamo (cc-by-sa)

Dom Kawalera / fot. InnaIna (cc-by-sa)
Dobra staniszowskie w większości w rękach von Reussów pozostały, podobnie jak wiele innych posiadłości na Dolnym Śląsku, do roku 1945 (Pałac na Wodzie właścicieli zmienił już wcześniej), potem zaś podzieliły los większości z nich stając się dobrami publicznymi.

Od roku 1945 w Staniszowie, nazwanym wówczas Łącznikowo (taką nazwę wieś nosiła do roku 1948), w Pałacu na Wodzie funkcjonował Rolniczy Zakład Doświadczalny, później PGR, zaś w drugim pałacu- prewentorium przeciwgruźlicze, a później, w latach siedemdziesiątych znajdowało się tu Państwowe Pogotowie Opiekuńcze, w latach osiemdziesiątych zaś ośrodek szkoleniowy Straży Pożarnej.

Dzisiaj, uratowane i odbudowane przez nowych właścicieli, nadal stanowią miejsca docelowe turystycznych wojaży po Dolnym Śląsku.

29 lipca | Cieplice i okolice

Cieplice Śląskie-Zdrój są najbardziej płaskim z polskich uzdrowisk podgórskich. Dzięki temu mogą tutaj bez problemu odpoczywać i spacerować nawet osoby mające problemy z poruszaniem się. Parkowe alejki są do tego idealne, a otaczające zewsząd Kotlinę Jeleniogórską góry pozostawiają niezapomniane wrażenie.

Przełęcz Karkonoska / fot. Przemysław Jahr
Ale to wcale nie znaczy, że osoby lubiące bardziej wymagające trasy nie mają czego tu szukać. Ciekawe trasy znajdą tu dla siebie i piechurzy, i miłośnicy dwóch kółek. Pierwszym celem wędrówki może być, widoczny nawet z cieplickiego Parku Norweskiego, Zamek Chojnik (o którym pisaliśmy już na tym blogu).

My proponujemy podjechać do Jagniątkowa: dojeżdżamy autobusem komunikacji miejskiej (linia 15) i tam wysiadamy na ostatnim przystanku przy Muzeum Miejskim "Dom Gerharta Hauptmanna". Mieści się ono w willi Łąkowy Kamień (niem. "Wiesenstein"), w której Gerhart Hauptmann żył i tworzył od 1901 roku aż do śmierci. Willa była przez prawie pół wieku zarówno schronieniem i swoistym rodzajem refugium dla pisarza, jak i centrum życia kulturalnego i towarzyskiego dla wielu twórców, pisarzy, intelektualistów, artystów z kręgów karkonoskich i berlińskich.

Po śmierci pisarza w 1946 roku utworzono tu Ośrodek Wczasów Dziecięcych "Warszawianka", który przyjmował dzieci i młodzież na pobyty feryjne i zielone szkoły. Zaś tuż po przełomie 1989 roku, w myśl wspólnego oświadczenia Kanclerza Niemiec Helmuta Kohla oraz Premiera RP Tadeusza Mazowieckiego postanowiono o utworzeniu w tym miejscu muzeum poświęconego Nobliście, które otwarto 10 sierpnia 2001 roku. Muzeum pokazuje przede wszystkim zbiory związane z twórczością literacką Hauptmanna, a także literaturą i historią materialną Śląska.

Od parkingu poniżej Muzeum schodzimy w dół szlakiem niebieskim, mijając po drodze niewielki kościółek. Idziemy główną drogą wzdłuż rzeki, by po wejściu na szlak zielony dojść nim do Piekielnej Doliny i dalej w górę ścieżką Kunegundy na Przełęcz Żarską (574 m n. p.m.).

Panorama Sobieszowa i Cieplic z Zamku Chojnik / fot. SchiDD (cc-by-sa)
Z przełęczy na Zamek Chojnik doprowadzą nas stąd strome skalne schody (szlak żółty). Z Chojnika szlakiem czerwonym kierujemy się do bram enklawy Karkonoskiego Parku Narodowego, dochodzimy do ulicy Tytusa Chałubińskiego i po chwili skręcamy w prawo w ulicę Zamkową. Wycieczkę kończymy w Jeleniej Górze Sobieszowie - w Transgranicznym Centrum Turystyki Aktywnej, przystosowanym do uprawiania sportów na świeżym powietrzu. Stąd możemy wrócić do Cieplic.

Jeśli nie jesteśmy wytrawnymi rowerzystami, a górskie podjazdy budzą w nas przerażenie, to Miasto Jelenia Góra proponuje spokojną wycieczkę po samym uzdrowisku. Punktem startowym będzie budynek dworca kolejowego, skąd jedziemy w lewo i na skrzyżowaniu skręcamy w prawo w ulicę Jagiellońską. Po kilku minutach przejeżdżamy przez most przy ul. Piotra Ściegiennego. Naszym oczom ukazuje się piękna architektura Cieplic. Dojeżdżamy do Placu Piastowskiego, gdzie mijamy zabudowania Uzdrowiska, zespól pocysterski - Muzeum Przyrodnicze z Wirtualnym Muzeum Barokowych Fresków i kościołem pw. św. Jana Chrzciciela oraz Pałac Schaffgotschów, o którym jeszcze będziemy tutaj pisać.

Dojeżdżając do kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, skręcamy w prawo i wjeżdżamy w malownicze otoczenie Parku Zdrojowego. Musimy pamiętać, że poza tą trasą nie wolno poruszać się na rowerze na terenie tego parku. Następnie przecinając ulicę Cervi wjeżdżamy do Parku Norweskiego. Wieczorami można tam podziwiać multimedialną fontannę oraz efektowne podświetlenia stałych elementów architektonicznych.

Następnie przez mostek wzdłuż ogródków działkowych wracamy do ulicy Cervi i mijając sanatorium Agat, kierujemy się w stronę kościoła pw. Jana Chrzciciela. Przed kościołem skręcamy w prawo i kierujemy się przez Plac Piastowski w stronę kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, za którym skręcamy w lewo przez Plac Kombatantów, ulicą Wodną przez mostek i targowisko wracamy do ulicy Jagiellońskiej i Dworcowej.

Deptak w Cieplicach / fot. Wojciech Głodek
Jeśli jednak górskie podjazdy Wam nie straszne, to polecamy wybrać się na Przełęcz Karkonoską. To według wielu najtrudniejszy podjazd w Polsce. Trasa jest asfaltowa, ale wymaga bardzo dobrej kondycji psychofizycznej. Przed wyjazdem należy zaopatrzyć się obowiązkowo w kask i sprawdzić hamulce.

Z Cieplic wyjeżdżamy w stronę Podgórzyna, w którym zaczyna się długi i stromy podjazd aż do Przełęczy Karkonoskiej. Mijamy malowniczą Przesiekę oraz Drogę Sudecką, której końcowe 4 km ma odcinki z nachyleniem do 30%.

Na wysokości około 1000 m n.p.m. wjeżdżamy na teren Karkonoskiego Parku Narodowego. W szczytowym odcinku przełamujemy barierę 1200 m n.p.m., gdzie można dojechać do Schroniska Odrodzenie na wysokość 1236 m n.p.m. Wracamy do Drogi Sudeckiej tą samą trasą. Na tym stromym odcinku należy zachować szczególną ostrożność i nie rozpędzać się zbytnio. Nawierzchnia jest bardzo dziurawa i wyboista. Z Drogi Sudeckiej kierujemy się do Borowic i dalej w dół do Podgórzyna i Jeleniej Góry.

Izabela Czartoryska w inny sposób zwiedzała Karkonosze, bo w jej czasach damom wielu rzeczy robić nie wypadało. Dzisiaj z pewnością przystałaby na proponowany tutaj spacer po uzdrowisku, a i na rowerową wycieczkę być może dałaby się namówić…

Przełęcz Karkonoska / fot. Przemysław Jahr

27 lipca | Bukowiec raz jeszcze

Pokazaliśmy Wam ostatnio Bukowiec i przybliżyliśmy nieco historię posiadłości. Wszystko to dlatego, że Izabela Czartoryska również von Redenów odwiedziła i zachwycała się ogrodem.

fot. Fundacja Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej
Aby dotrzeć do Bukowca, trzeba zrobić trzy wiorsty w jedną stronę i tyleż z powrotem, zanotowała arystokratka pod datą 22 lipca, kiedy zdecydowała o odwiedzeniu Bukowca. O samym zaś miejscu pisała przepięknie i poetycko: Przyroda uczyniła wszystko, jak wszędzie w tym zakątku Śląska, by upiększyć Bukowiec. Najróżnorodniejsze widoki, zieleń najświeższa, kraj pocięty polami, dalej góry i wspaniałe drzewa. Hrabia Reden (…) bawił kilkakrotnie w Anglii i tam nabrał upodobania do jej kultury i do angielskich ogrodów. Można to zauważyć wszędzie, lecz przede wszystkim świadczą o tym szczegóły: wspaniałe pola uprawne, dobór drzew, rozplanowane z największym smakiem krzewy i rośliny obrzeżają drogi i ścieżki. 

Idąc nimi można dotrzeć do różnych interesujących budowli; więc najpierw pawilon poświęcony żonie, zbudowany w stylu włoskim; dwa przeciwległe gabinety zawierają wyborne ryciny, piękne obrazy i bibeloty, upiększając to miłe ustronie, do którego wraca się z przyjemnością. Stamtąd udaliśmy się do domku ogrodnika: otoczony kwiatami i krzewami wyglądał, jakby znajdował się na rabacie. (…) 


Dom Ogrodnika / fot. Przykuta (cc-by-sa)
Dom, zbudowany dokładnie według wzoru angielskiej fermy, jest uroczy. (…) Potem ogrodnik zaprowadził nas do chaty ukrytej wśród pięknych drzew, gdzie mały strumyk toczy cichutko swe wody po piasku delikatnym i lśniącym; stąd widać łąkę i lasek pobliski. (…) Stamtąd uroczą drogą powiódł nas ogrodnik do opactwa – budowli gotyckiej z wieżą i podziemiami. (…) 


Ruiny Opactwa na zboczu Mrowca / fot. Piotr Matyga, 9 marca 2014 roku (cc-by-sa)
Opactwo, godne widzenia, utrzymane jest w najlepszym porządku. Kryptę i podziemia pokrywa bujna roślinność, pnąca się wzdłuż ścian i sklepień z nieociosanego kamienia; zdaje się ona tworzyć kwiatową siatkę i wypełnia subtelnym zapachem ten azyl śmierci. Nad kryptą wznosi się mały budynek z wieżą, niezamieszkały, otoczony laskiem. Jest to miejsce poświęcone refleksji, skupieniu i boleści.

Czas wizyty Czartoryskiej przypadł na pierwszą rocznicę śmierci hrabiego von Redena (zmarł 3 lipca 1815 r.), którego właśnie w tzw. Opactwie pochowano. Po jego śmierci o majątek dbała żona, Friederike Karoline von Reden, znana ze swojego zamiłowania do sztuki. W historii Dolnego Śląska zapisała się m.in. tym, że za jej namową król pruski w latach 30. XIX wieku udzielił w Mysłakowicach schronienia prześladowanym za swe religijne przekonania Tyrolczykom. Dzięki niej także mamy w Karpaczu kościółek Wang.


fot. Takasamarasa (cc-by-sa)